» Blog » Marley i Ja
19-01-2011 13:51

Marley i Ja

W działach: Film | Odsłony: 20

Marley i Ja
W nowym filmie Davida Frankela, Marley to nie znany i szanowany piosenkarz, a hałaśliwy, pełen energii i bardzo głośny labrador. Patrząc na wielki biały plakat, na którym ów piesek oplątuje smyczą dwoje głównych bohaterów, odgrywanych przez Owena Wilsona oraz Jennifer Aniston, spodziewałem się kolejnej głupkowatej komedyjki dla amerykańskich nastolatków. Czyli coś bardzo typowego ostatnimi czasy dla wytwórni amerykańskich. O dziwo niemal od samego początku czekało mnie bardzo miłe zaskoczenie, które potęgowało się z każdą sceną.

Największym zaskoczeniem i zarazem jednym z największych plusów tego filmu jest sam scenariusz. Na samym starcie spotykamy zwykłą parę z przedmieścia, która nie mając wielkich pieniędzy, jeździ staruteńkim używanym samochodem, odkłada co może na dom i posiada olbrzymie ambicje. Widać wyraźnie jak powoli krok po kroku nasi bohaterowie ciężką pracą dorabiają się czegoś w życiu. Gdzie codzienne troski starają się zapełnić po prostu sobą, a rodzina ma dla nich znaczenie priorytetowe. Od samego początku mamy do czynienia z dojrzałymi życiowo postaciami, które doskonale wiedzą, że czasem trzeba poświęcić jakieś marzenia, aby móc uczciwie i spokojnie żyć. W to wszystko wpleciony jest nasz psi ulubieniec, który dostarcza swej rodzinie tyleż samo miłości oraz szczęścia co utrapienia i bałaganu.

Marley jest jakby nie patrzeć postacią kluczową w całym filmie. To on tak naprawdę łączy rodzinę, on sprawia że część problemów sama się rozwiązuje, jak też sam potrafi tworzyć tony kłopotów. Śmieszne wypadki, łączą się z prostym codziennym życiem, a nasz czworonóg potrafi jednocześnie bawić widza do łez jak i wzruszyć. W cały ten wir przygód i rozterek wplecione są właśnie owe nad wyraz ludzkie postacie. Naprawdę nie spodziewałem się, że Aniston i Wilson będą potrafili tak dobrze zagrać. Może po prostu zagrali samych siebie, a może dotąd nie pokazali co naprawdę potrafią? Ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie, za to wiem jedno. Zagrali świetnie. Inna sprawa, która w sumie dodaje technicznie kolorytu, to fakt iż jak filmowemu Marleyowi lecą lata, zmieniany jest adekwatnie psi aktor. Naprawdę dodało to wiele do całości obrazu, szkoda tylko że nie widać tego samego po twarzach głównych postaci. Oni niestety prawie w ogóle się nie zmieniają, a szkoda, bo przecież charakteryzacja czyni w filmie czy teatrze cuda.

Następny atut dzieła Frankela to świetnie komponująca się muzyka. Jak potrzeba to jest skoczna i wesoła, innym zaś razem spokojna, a jeszcze w innym wypadku smutna. Ogólnie cała ścieżka dźwiękowa jest bardzo miła i nastrojowa. Nie ma tu oczywiście mowy o jakimś wielkim hicie muzycznym czy przełomie, a jednak całe muzyczne tło zapada w pamięć. Ma po prostu w sobie to coś. Innym pozytywnym odnośnikiem są zdjęcia. Ładnie zrobione, potrafiące uchwycić nieraz piękno danej, ulotnej chwili. Montaż też jest w porządku, jednak scenografia w kilku miejscach kuleje. Jak choćby sceny na śniegu i lepienie bałwana, aż biją swą sztucznością po oczach. Co prawda takich błędów jest mało i większość ludzi zapatrzona w psa i fabułę, na nie, nie zwróci uwagi, ale bystrzejsze oko mogą zrazić.

Jak więc ocenić należy ten film? Arcydziełem na pewno nie jest, jednak ma w sobie dużo mądrości i śmiechu. Do tego idealnie nadaje się dla całej rodzinki, nie ważne czy świeci słońce czy pada deszcz. Pewne jest iż dla miłośników zwierząt, jakiegokolwiek formatu, jest to pozycja obowiązkowa. Sam osobiście nie pożałuje portfela gdy ukaże się już wersja DVD. Subiektywnie daję mu najwyższą notę, jednak będąc bardziej obiektywnym wystawiam ocenę 9-/10, minus właśnie za te błędy w scenografii. To co spowodowało iż wystawiłem produkcji Frankela tak wysoką notę to ostatnie słowa Owena Wilsona: "Pies nie patrzy na to czy jesteś biedny lub bogaty, piękny czy brzydki, głupek czy intelektualista. Daj mu po prostu swoje serce a on odwdzięczy ci się tym samym. O ilu ludziach można powiedzieć coś takiego?"

OCENA 9/10
1
Notka polecana przez:
Poleć innym tę notkę

Komentarze


Canela
    @Arioch
Ocena:
0
Uhm, redakcja tego nie wie i dlatego na poltku nie ma ani jednej recenzji :P
19-01-2011 17:17
Nefarius
   
Ocena:
0
Szkoda, że film nie nazywa się My i Marley, bo tak na prawdę po za psem była dwójka bohaterów, a pies był tłem a nie głównym bohaterem, jak np. w filmie o Lassie, K9, czy komisarzu Rexie.
19-01-2011 17:31
ment
   
Ocena:
0
Film jest ekranizacją autobiograficznej powieści Grogana, więc dziwnym by było, gdyby tytuł był inny.
19-01-2011 17:44

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.